Flink i Cleanfix po cyberatakach
Dwa kolejne ataki wyciekami danych uderzyły w Flink i Cleanfix. W sieci mogą pojawić się dane klientów, partnerów i dostawców.
Dwa ataki, jeden problem: wyciek danych
Ostatnie dni przyniosły dwa niezależne incydenty bezpieczeństwa, które pokazują, jak kosztowne bywają udane włamania do firmowych systemów. Ofiarami padły Flink, niemiecki dostawca szybkich zakupów spożywczych, oraz Cleanfix, szwajcarski producent techniki czyszczącej.
W obu przypadkach mowa nie tylko o samym naruszeniu dostępu, ale także o wycieku danych. To właśnie ten element sprawia, że konsekwencje mogą być odczuwalne jeszcze długo po opanowaniu technicznej strony ataku.
Flink: dostęp przez przejęte dane logowania
Flink poinformował klientów, że nieuprawniona osoba uzyskała dostęp do jednego z wewnętrznych systemów, wykorzystując skompromitowane dane uwierzytelniające. Po wykryciu incydentu firma uruchomiła działania obronne i zablokowała dalszy dostęp intruza.
Według przekazanych informacji potencjalnie mogły zostać ujawnione:
- imię i nazwisko,
- adres e-mail,
- adres pocztowy,
- numer telefonu.
Jeśli dane były przetwarzane przy składaniu zamówień, możliwe jest także objęcie incydentem dodatkowych informacji, takich jak:
- piętro,
- wejście,
- nazwa na domofonie,
- wskazówki dla kuriera,
- szczegóły zamówień.
Firma zastrzega jednak, że nie ma obecnie potwierdzenia, by te dodatkowe dane rzeczywiście zostały przejęte. Nie naruszono natomiast haseł ani danych płatniczych, w tym kart i rachunków bankowych.
Cleanfix: dane partnerów, klientów i dostawców
Jeszcze poważniej wygląda sytuacja w Cleanfix. Spółka poinformowała klientów o cyberincydencie po tym, jak systemy monitorujące u dostawcy usług IT wykryły próbę ataku i odizolowały zagrożone środowisko. Dzięki temu udało się uniknąć zaszyfrowania systemów i usunięcia kopii zapasowych.
Początkowo sprawa wyglądała na skutecznie powstrzymaną, ale dalsza analiza wykazała, że napastnicy zdążyli jednak wyprowadzić dane na zewnętrzny serwer. Wśród przejętych informacji znalazły się dane dotyczące partnerów, klientów i dostawców.
Zakres obejmuje między innymi:
- dane kontaktowe, takie jak imiona, nazwiska, adresy i numery telefonów,
- umowy,
- dane bankowe, w tym IBAN,
- historię zamówień,
- różne dane komunikacyjne, w tym zapisane wiadomości e-mail.
Cleanfix zgłosił sprawę organom ochrony danych oraz policji. Firma poinformowała też, że na obecnym etapie nie ma dowodów na publiczne ujawnienie ani wykorzystanie skradzionych informacji.
Dlaczego takie incydenty są groźne
Oba przypadki pokazują klasyczny schemat współczesnych ataków: najpierw przejęcie dostępu, potem rozpoznanie systemów, a na końcu kradzież danych lub próba szantażu. Nawet jeśli firma szybko odetnie napastnika, szkoda może już być wyrządzona.
W praktyce największe ryzyko po takim incydencie to:
- phishing wymierzony w klientów i partnerów,
- próby podszywania się pod firmę,
- wyłudzenia oparte na danych kontaktowych i zamówieniach,
- dalsza odsprzedaż wykradzionych informacji w podziemiu.
W przypadku Cleanfix dodatkowy niepokój budzi obecność danych bankowych i komunikacyjnych, bo takie zestawy informacji są dla przestępców szczególnie cenne. Z kolei przy Flinku uwagę zwraca możliwość wykorzystania danych adresowych i szczegółów dostawy do bardziej wiarygodnych prób oszustwa.
Co to oznacza dla użytkowników
Osoby, których dane mogły trafić w ręce napastników, powinny zachować zwiększoną ostrożność wobec wiadomości e-mail, SMS-ów i telefonów podszywających się pod firmę lub jej partnerów. W takich sytuacjach warto też uważnie weryfikować nietypowe prośby o dopłatę, zmianę danych czy potwierdzenie zamówienia.
Choć firmy często podkreślają, że nie widzą jeszcze dowodów na nadużycia, w praktyce dopiero kolejne tygodnie pokazują pełną skalę szkód. Wyciek danych rzadko kończy się w momencie odcięcia atakujących od systemu.