Atak na wybory w USA: groźby i chaos
W USA nasila się presja na urzędników wyborczych: od fałszywych alarmów po groźby i polityczne spory o liczenie głosów.
Groźby, dezinformacja i presja na wybory w USA
W Stanach Zjednoczonych końcówka głosowania upływa pod znakiem incydentów technicznych, dezinformacji i działań wymierzonych w urzędników wyborczych. W centrum jednego z najpoważniejszych wątków znalazł się mężczyzna z Oklahomy, któremu postawiono zarzuty związane z wysyłaniem gróźb oraz podejrzanych substancji do urzędów wyborczych w całym kraju.
Podejrzane przesyłki do urzędników wyborczych
Według ustaleń śledczych Robin Patrick Martin miał rozsyłać koperty zawierające białą, proszkową substancję oraz listy z groźbami. W przesyłkach znajdował się m.in. dokument zatytułowany „Declaration of War”. Takie paczki trafiały do urzędników wyborczych w wielu stanach, a część z nich została przechwycona przez służby jeszcze w transporcie.
Na kopertach pojawiał się zwrotny adres rzekomej organizacji The United States Traitor Elimination Army z Takoma Park w stanie Maryland. Niektóre wiadomości były widoczne dopiero w świetle ultrafioletowym. Treść listów odwoływała się do fałszywych narracji o rzekomych nieprawidłowościach wyborczych z 2020 roku i powielała obawy wokół głosowania w 2024 roku.
Śledczy powiązali podejrzanego z wysyłką dzięki danym z telefonu typu burner, zakupionego w sklepie Walmart w północno-zachodnim Oklahoma City. Z monitoringu wynikało, że sprzęt kupił starszy biały mężczyzna odpowiadający opisowi Martina, a następnie odjechał autem zarejestrowanym na jego nazwisko. Na jego udział wskazywały też inne zakupy, w tym znaczki, koperty prywatności oraz składniki mogące służyć do przygotowania niewidzialnego atramentu.
Awaria skanerów i natychmiastowa fala plotek
Równolegle z tymi wydarzeniami pojawiły się doniesienia o problemach ze skanerami kart do głosowania w hrabstwie Westchester w stanie Nowy Jork. Urzędnicy wyjaśnili, że część kart była zbyt gruba, by urządzenia mogły je poprawnie przyjąć, co skutkowało odrzuceniem. Władze wyborcze poleciły wyborcom korzystać z wyznaczonych pomarańczowych worków awaryjnych, które mają być zabezpieczone, monitorowane i policzone zgodnie z prawem stanowym.
Choć tego typu awarie nie są czymś niezwykłym w dniu wyborów, w sieci błyskawicznie pojawiły się sugestie o fałszerstwie. Badaczka zajmująca się dezinformacją wyborczą wskazała, że wpisy na platformie X zaczęły rosnąć lawinowo, a znani promotorzy teorii spiskowych szybko zaczęli przedstawiać incydent jako dowód na manipulacje przy wyborach.
Służby federalne zwiększają presję
W tle trwała także ofensywa administracji federalnej przeciwko narracji o rzekomym masowym głosowaniu osób niebędących obywatelami USA. Departament Sprawiedliwości poinformował o zarzutach wobec 63 osób oskarżonych o głosowanie jako nieobywatele w poprzednich wyborach. Wśród nich mieli znaleźć się zarówno stali rezydenci, jak i osoby, które później uzyskały obywatelstwo i miały pełne prawa wyborcze.
To element szerszej serii działań, obejmującej też pozwy przeciwko stanom takim jak Kalifornia i Alaska. Federalne sądy, w tym Sąd Najwyższy USA, odrzucały te kroki, przypominając, że w systemie konstytucyjnym władza wykonawcza nie prowadzi stanowych wyborów. Inny sąd nakazał Departamentowi Sprawiedliwości i Departamentowi Bezpieczeństwa Wewnętrznego wstrzymanie przekazywania stanom list domniemanych nieobywateli, wskazując, że dane używane do takich twierdzeń mają wysoki poziom błędu.
Mimo to administracja ogłosiła wysłanie 1000 obserwatorów wyborczych do lokali w całych Stanach Zjednoczonych.
Wybory stają się polem walki informacyjnej
Zebrane w ostatnich dniach wydarzenia pokazują, że amerykańskie wybory to nie tylko spór polityczny, ale też walka o zaufanie do procesu głosowania. Z jednej strony są realne zagrożenia wobec urzędników, z drugiej — szybkie rozprzestrzenianie się plotek po drobnych problemach technicznych. W takim środowisku nawet zwykła awaria sprzętu może w kilka minut stać się paliwem dla dezinformacji.
To właśnie ten splot czynników — groźby, techniczne potknięcia i polityczne naciski — sprawia, że bezpieczeństwo wyborów w USA pozostaje jednym z najbardziej napiętych tematów ostatnich dni.